Sonda
Wiadomości
Rozkład jazdy
18.05.2012 godz. 21:00
Dj Romek Rega live show!
19.05.2012 godz. 18:00
Piano Bar Maestro Olo Majos
19.05.2012 godz. 21:00
Koncert: Olbrzym i Kurdupel
Kolorowi Ludzie
Jan Gabriel
„Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. (Księga Rodzaju) Moim zdaniem Adam był pierwszym breatharianinem (breath – z ang. oddech). To czym się odżywiam nazywają różnie: chi, prana, a ja mogę powiedzieć odżywiam się tchnieniem Boga.
Wstaję rano i się modlę .Wychodzę sobie na trawkę przed dom i medytuję. Tak jak i mój sposób modlenia tak i Bóg jest uniwersalny. Czy on się nazywa Krishna, Budda, Jezus: tak, siak czy owak – nie ważne. Bóg jest Bogiem. Mówią, że jest 101 imion Boga. Jest tyle imion ile jest stworzeń, bo każdy go w inny sposób przejawia, inaczej nazywa.
Mam modlitwę, którą ułożyłem sobie sam:
Boże dziękuję ci za szczęśliwą noc i proszę cię o szczęśliwy dzień.
Każda komórka mojego ciała odżywiana jest światłem,
Moje ciało jest piękne, młode i zdrowe.
Waga mojego ciała dochodzi do 70-ciu kilogramów.
Wybaczam wszystkim tym, którym wyrządziłem krzywdę i proszę o wybaczenie tych, których skrzywdziłem.
Niesamowita jest moc tej modlitwy. Jesteśmy współtwórcami siebie. Każda myśl, każde słowo mówione i pisane jest energią. Jeżeli o to proszę to się dzieje. Bóg jest w nas i tworzy siebie poprzez nas – to trzeba rozumieć. Nie będąc Bogami jesteśmy w nim, jak rosyjskie matrioszki, jedna w drugiej.
Jestem w ciągłym ruchu, nawet nie wiem jak mi czas mija. Ciężko mi powiedzieć co można nazwać pracą. Nie jedząc wyremontowałem drewnianą chałupę koło Bobowej w ciągu trzech lat. Sam z Bogiem. Ja zrozumiałem tu słowa: „Módl się i pracuj”. Hindusi na to samo mówią karma-joga. Kiedy miałem kłopoty z religią rzymskokatolicką, przyznam, miałem takie powiedzenie: „Módl się i pracuj, a garb ci sam urośnie”. Teraz wiem, że praca jest modlitwą. Jeśli poświęcam czas na pracę, to muszę ją wykonać dokładnie. Każdą pracę poświęcam Bogu i proszę go, żeby on to ze mną robił, a nie robił za mnie.
CZŁOWIEK TO HISTORIA
Urodziłem się w 1947 roku w Krakowie na Kazimierzu. Z tym miejscem jestem do dzisiaj związany, a chyba najbardziej to z moim dziadkiem, który nauczył mnie tam wielu rzeczy, pokazał mi zdrowy stosunek do religii, do inności człowieka, tolerancji do innych nacji niż nasza . Bez wątpienia dziadek był moim promotorem. To był człowiek niewykształcony, ale znał sześć języków. Był chodzącą historią Krakowa. Służył osiem lat w austriackim wojsku. Po wojnie zamiatał ulice: Plac Bernardyński, Berka Joselewicza, ulicę Gertrudy... Często jak przechodziliśmy koło kościoła, a miał zajęte ręce, bo szedł z wianuszkiem drewna na plecach, żeby było czym palić w piecu, mówił: „Wybacz Jezusie, dzisiaj ci czapki nie zdejmę, bo mam obładowane ręce”. Mnie to zdziwiło, że on go traktował jako kumpla. Powiedział mi później, że Jezus jest jego najlepszym przyjacielem. Mówił, że w końcu Jezus to taki sam człowiek ty i ja.
Z wykształcenia jestem hydraulikiem. Pracowałem w tym zawodzie i jako spawacz. Podróżowałem po całej Polsce, potem za granicą. Alkohol, używki, nieudane związki. Ciężkie życie. Pracowałem, handlowałem. Miałem fermę lisów. Pamiętam jedną samicę lisa, którą zabiłem, ona do dzisiejszego dnia jest we mnie i nie mogę się z tym pogodzić. To było piętnaście lat temu. Te jej oczy... Do dziś widzę w nich to pytanie: dlaczego chcesz mnie zabić? Z interesu wyszły nici. Była to kara za swoje dotychczasowe postępowanie, którą sam na siebie sprowadziłem. Zasady są proste: co zasiejesz to zbierzesz, nie ma skutku bez przyczyny. Nie raz w życiu wszystko straciłem. Było to po to, żebym zaczął myśleć dlaczego tak się dzieje. Nigdy człowiek nie jest stracony. Nigdy. Będzie się to powtarzać dopóki nie zrozumie.
Popatrz na traktowanie człowieka bezdomnego. Taka sama istota jak ty i ja. Jestem pewnego czasu na giełdzie, przychodzi bezdomny i prosi panią bufetową, żeby podała mu szklankę wody, bo musi popić czymś lekarstwa. Ona go wyzwała od najgorszych, że nie ma badań, że brudas itd. Wtedy nastąpił we mnie bunt. Powiedziałem do bufetowej, żeby dała szklankę wody dla mnie, choć sam nie mam badań. Czym ja się różnię od tego człowieka? Kupiłem mu obiad, posiedziałem z nim przy stoliku, pogadaliśmy od serca. Okazało się, że ten człowiek był inżynierem. Dla mnie był aniołem. Dziękuję Bogu, że postawił go na mojej drodze. Moje dzisiejsze życie, mój sposób postępowania wobec wszystkich i wszystkiego, jest rezultatem tego spotkania z bezdomnym aniołem. Czyta się nagłówki w gazetach: Był milionerem, dziś siedzi w więzieniu, albo został kaleką... Proszę, nie potrafiłeś korzystać, zostało ci to zabrane w inny sposób. Dziel się z innymi, na tym to polega. Teraz mam wrażenie, że każdy patrzy tylko co by zagarnąć dla siebie. Masz pieniądze kup coś komuś bezinteresownie, daj mu możliwość, przysłowiową wędkę. „Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty trafi do nieba.”
MIŁOŚĆ
Byłem żonaty osiemnaście lat, ale teraz wiem, że to było zauroczenie. Rozstaliśmy się. Nie obwiniam nikogo, a zwłaszcza małżonki. Byliśmy niedojrzali duchowo. Kochać trzeba sercem nie ustami. W sercu jest ośrodek miłości, dopóki się tego nie poczuje, to nie jest miłość tylko zauroczenie! Dlatego zawsze powtarzam modlitwę o przebaczenie. Mam odczucie, że moja wewnętrzna prośba została przyjęta. Jezus mówi: „Idź i nie grzesz więcej”. Zrozumiałem, że zmieniając siebie zmieniasz świat. Wiem, że nie byłbym tym człowiekiem, którym jestem gdybym nie błądził.
Z Bożenką spotkaliśmy się jedenaście lat temu. Od razu wiedziałem, że to jest to. Nie zamieniłem z nią wtedy ani słowa. Po kilku miesiącach doszło do spotkania, postanowiliśmy być razem Jest to dorosła miłość. Kochać, to jest akceptować kogoś od stóp do głów, bez patrzenia na jakiekolwiek błędy. Jak tak zaczniesz patrzeć warunkowo, to zawsze zobaczysz, że jest coś nie tak: a to pośladki powinna mieć inne, nóżki za krótkie, za gruba, albo za chuda... Przy każdym człowieku będzie ci wychodzić wada. Różnica między zauroczeniem a miłością jest diametralna. To co dla wrony jest nocą, to dla sowy jest dniem.
POSZUKIWANIA
Jeśli nie szukasz, nie pytasz to stajesz się martwy, sterowny. Zawsze miałem kłopoty z religią. Ojciec był człowiekiem bardzo wierzącym – kultywował wszystkie święta, posty, tradycja musiała być. Dla mnie było normalne, że jest jedna wiara i jest jeden Bóg. W religii rzymskokatolickiej wiemy dokładnie, że istnieje druga strona. Mówią, że idziesz do nieba. A ja mam wrażenie, że ludzie zamienili Boga, który jest po drugiej stronie, na pieniądze. Teraz o czym byś nie rozmawiał wszystko liczy się w pieniądzach: ładnie wyglądasz, pięknieś uśmiechnięty, ładne auto, świetny dom itd., ale duchowo ci ludzie są biedni. Spotykam się z katolikami, którzy co niedzielę chodzą do kościoła i zadaje im proste pytanie: Czytałeś Pismo Święte? Druzgocząca większość mi mówi, że nie. To jest książką, którą czyta i doświadcza się latami. To jest księga życia. Ksiądz profesor Tishner kiedyś mówił: ”Nie znam człowieka, któremu zaszkodziłoby czytanie Biblii, ale znam ludzi, którym zaszkodziło spotkanie z księdzem”. W końcu to też ludzie.
Zaczynałem poszukiwać. Byłem na spotkaniach prawosławnych, grekokatolików, zielonoświątkowców – ta euforia, ten śpiew. Inaczej, na wesoło chwalili tego Boga, kościół żył, muzyka wszędzie bawiące się dzieciaki. Ludzie przedstawiali swoje świadectwa, wszystko było fajne. Fajne było do momentu, kiedy rozłożyłem ręce do modlitwy i po moich rękach przeleciało takie zimno, a w pobliżu żadnego okna, że pomyślałem sobie, że muszę sobie dać spokój. To był najlepszy przykład, że to było wszytko otoczką, że prawdziwy Bóg jest we mnie.
Zacząłem się interesować reiki (z japońskiego: rei – droga, ki – światło) , zrobiłem jeden stopień, drugi stopień u Olgi Szwajger ( wybitna sopranistka i mistrzyni reiki.) Zacząłem mieć do czynienia z energiami i byłem cały szczęśliwy, piękne przeżycia.
Ale cały czas miałem w sobie bunt odnośnie religii. Chciałem spotkać się z zakonnikiem, gdyż myślałem, że inaczej niż księża, oni mają więcej czasu na: modlitwę, medytację i kontemplację, czyli trzy podstawowe rzeczy potrzebne do oświecenia. Znalazłem ojca Jurczygę z Zakonu Werbistów. To był człowiek, który był dwadzieścia trzy lata na misjach w Nowej Gwinei . Przyjechałem do niego, umówiliśmy się w domu emeryta, gdzie mieszkał. Kiedy ojczulek, otworzył mi drzwi od razu poczułem, że jest takim fajnym, uśmiechniętym człowieczkiem. Zaprosił mnie do środka i mówi mi: „Słuchaj synu zanim zaczniemy gadać to siadaj mi tu, bo widzę, że masz coś złego z nerką”. Pomyślałem sobie: O czym ten człowiek mówi, skoro mnie lewa nerka nigdy nie bolała. Posadził mnie na stołeczku, położył mi ręce na tej nerce i zaczął się modlić. Pomyślałem sobie: „Kurcze, ale uczucie, takie ciepełko mi się tam robi od środka i nie wiem skąd. Miałem ze sto pytań do niego, a on mi na nie wszystkie odpowiedział tym jednym zdaniem: „Synu dotąd będziesz miał kłopot dopóki nie odróżnisz wiary od religii. Religii jest multum, a wiara jest jedna”. No i koniec. Potem odwiedził mnie i Bożenkę (partnerka Janka) w Rudzie Śląskiej , bo tam wtedy mieszkałem. Chłop wchodzi do mieszkania, kładzie teczkę, i wyciąga różdżkę hiszpańską i lata po domu. Mówi do Bożenki: „ Córko przesuń to łóżko, bo tam jest żyła wodna”. - słowem poprzestawiał całe mieszkanie. Powiedział mi wtedy: „ Nic się nie bój, bo będziesz robił to co ja”. Te słowa okazały się przepowiednią, która spełniła się w bardzo krótkim czasie. Powiedział mi jeszcze: „Synu nie ma przypadków. Przypadki są tylko w gramatyce”.
Zacząłem czytać Lobsanga Rampę, Wallsha: Rozmowy z Bogiem, interesowałem się Sai Babą, zgłębiałem mistrzów takich jak: Baba Ji, Jogananda, jego Biografie jogina, czytałem Biblię i dzięki każdemu coś zrozumiałem. Zobaczyłem, że mówią o chrześcijaństwie, buddyzmie, islamie, hinduizmie i innych religiach jako o czymś jednym, wspólnym, dało mi to poważnie do myślenia. Znowu: wiara a religia, to dwie różne rzeczy. Skłaniam się ku stwierdzeniu, że nasze wyobrażenie Absolutu to koncept, a żeby był zrozumiały dla wszystkich używamy słowa „Bóg”. Zostało powiedziane: „Jestem wszystkim we wszystkim” i nie ma od tego wyjątku. Wszędzie w kamieniu, w drzewie, w tobie, w każdej istocie. Postanowiłem iść na skróty i porozmawiać z Bogiem bez pośredników. Bóg mówi do każdego, ale nie każdy chce Go słuchać. Ja skorzystałem z tej oferty. Zacząłem pytać i słuchać Jego odpowiedzi. Nasza współpraca układa się wspaniale. Jestem szczęśliwy z tego powodu.
PRZEMIANA
Najznakomitszym uczuciem, do którego jesteśmy zdolni jest uczucie mistyczne. W nim leży zarodek wszelkiej sztuki i wszelkiej nauki. Każdy, komu obce jest to uczucie, kto stracił zdolność dziwienia się i żyje w stanie strachu, jest już martwy. - Albert Einstein
Moja całkowita przemiana nastąpiła po przeczytaniu książki Z pamiętnika jasnowidzącej.
Pojechałem do kamiennych kręgów, które znajdują się w miejscowości Odry na Kaszubach. Mam o nich małą wiedzę, dlatego powiem tylko o jednym z nich. Jest to krąg o średnicy 33-ch metrów, zwany chrystusowym. Wymieniam tę nazwę, żebyś wiedział kto jest moim Mistrzem. Na jego obwodzie rozmieszczone są kamienie średniej wielkości, a w środku ustawiony jest potężny kamień, przy którym są dwa mniejsze. Stojąc w centrum tego kręgu, w środku nocy, podczas jesiennego przesilenia w 2002 roku, doznałem nieznanych mi dotąd wrażeń mistycznych. Byłem przytomny, świadomy, ale stanu, w którym się znalazłem, nie da się opisać słowami .W pewnym momencie, po mojej prawej stronie poczułem ciepło, które zaczęło rozchodzić się po całym ciele. Tego nie da się porównać do ciepła kaloryfera, ani ciepła słońca, w końcu byłem w lesie, w nocy. Odczuwałem to jako stan uniesienia, miłości , błogości. Miałem wrażenie bycia otulanym niematerialnym płaszczem, jakbym, od stóp do głowy, znajdował się w swoistym kokonie. Następnie usłyszałem głos, którego barwy i tonacji jeszcze nigdy przedtem nie słyszałem. Ten głos był we mnie. Powiedział: „Witaj Janie, mój ukochany uczniu. Tak długo czekałem na ciebie”. Polały się łzy, ale były to łzy szczęścia, bo po tych słowach wiedziałem kto jest przy mnie. Dowiedziałem się co będę robił od tej chwili, jaka będzie moja droga , jakie jest moje zadanie na tu i teraz. Złożyliśmy sobie obietnice w stosunku do siebie. Na koniec usłyszałem: ,, Zaczynamy. Do dzieła”. Powiem tylko, że podczas tego spotkania dostałem dar uzdrawiania i inicjowania w energię uzdrawiającą ludzi i zwierząt.
W skali jeden do dwóch mam ten krąg na swoim ogródku. Niesamowite rzeczy się tu dzieją.
NIE JEM.
Nie jem. Nie mam przymusu jedzenia. Nie czuję głodu. Kompletnie. Nawet rzadko piję. Ciężko jest, kiedy jesteś u kogoś i ktoś cię poczęstuje obiadem. Muszę się jakoś migać, bo nie każdy jest gotowy na przyjęcie takiego tłumaczenia . Słyszę: może jesteś chory? Co ci jest? Ciastko albo loda zjem, staram się zachowywać kulturalnie. Niemniej czuję się potem źle.
Już od dawna, a po przeczytaniu Biblii jeszcze bardziej, zaczęło mnie nurtować pytanie: czym odżywiał się Jezus, a zwłaszcza kiedy samotnie przebywał na pustyni?. Rozmnożył chleb wino, ryby, ale nie doczytałem czy sam jadł i co to było. Od księży katolickich i nie tylko otrzymywałem wykluczające się nawzajem odpowiedzi. Wiedziałem o Teresie Neuman (zmarła w połowie XX w.) , która przez kilkadziesiąt lat żyła bez jedzenia. Za pokarm służyła jej komunia święta. Postanowiłem zasmakować tej drogi, ale bez świętego sakramentu. Poprosiłem Górę o pomoc w realizacji mojego marzenia, czyli niejedzenia. Moja prośba została wysłuchana. Niedługo potem na mojej drodze spotkałem człowieka, który był niejedzący. Oczywiście nie ma w tym przypadku. Dowiedziałem się, że dla mnie jest to bardzo trudna inicjacja, ponieważ jadłem wtedy wszystko, a on był 12 lat wegetarianinem. Ale miałem zawsze w uszach przesłanie Jezusa: Jeśli uwierzycie góry przenosić będziecie. I przeniosłem tę górę, bo wiara czyni cuda.
Jest to proces który trwa 21dni. Podzielony jest na trzy siedmiodniowe części. Odbywa się w odosobnieniu. Jest się samemu ze sobą, bez jakiegokolwiek kontaktu z otoczeniem. Zero radia, telewizji, ja nie miałem nawet telefonu.
Trzeba odpowiedzieć sobie na sporą ilość pytań. Najważniejsze z nich to: Czy boisz się śmierci?, gdyż zdarzało się, że ludzie schodzili z tego świata podczas inicjacji.
Kolejnym pytaniem było: Co chcesz przez tą inicjację osiągnąć? Jeśli liczysz na oszczędności materialne, w końcu nie kupujesz jedzenia, wtedy zapomnij o tym, to nie ten adres. Zamknęły się za mną drzwi, było za piętnaście dwunasta w nocy. Pierwszy okres jest to siedem dni bez wody. Trzeba było myć zęby, siebie i nie połknąć nawet kropli wody, nie wolno. W drugim etapie wolno pić trzy czwarte wody i jedną czwartą soku pomarańczowego. W trzecim etapie pije się już pół na pół. Odbywa się to tak, że przed inicjacją, do lewej nerki zostaje podłączona tak zwana kroplówka kosmiczna. To jest główne połączenie do odbierania energii. Czujesz, że nerka robi się troszkę większa. Od pierwszego dnia zaczęła się nade mną praca. Poddajesz się całkowicie, mówisz Górze tak, jak mówił Owsiak: Róbta co chceta. Czujesz, że wokół ciebie jest gęsto od energii, wszystkie są przyjazne. Dokonują się operację na całym ciele, organach wewnętrznych, mózgu, na stawach. Człowiek śmierdzi jak spalona szmata, toksyny wychodzą z potem. Trzeba się kąpać, trzeba się myć często. Wszystko jak kawa brudne. Nie zadajesz pytań, bo po co - niech się robi. W drugim dniu odchodzi dusza człowieka. Prosiłem, żebym był świadom tego faktu, ale nie było mi to dane. Obudziłem się inny, pusty jak wydmuszka. Ale dane mi było poczuć kiedy dusza wraca. Niesamowite przeżycie. Wpychana ci jest przez barki, potężne wiry, puchniesz, pustka się wypełnia i czujesz to fizycznie. Poczułem się wszystkim wokoło: drzewem, trawą, kwiatami. Doznałem tej wspólnoty, że ja jestem częścią tego kosmosu – on jest we mnie i ja jestem w nim. To co odczuwa drzewo, to odczuwam ja. Łzy szczęścia. Zostało mi pokazane jak się mam odżywiać. Jak podwiniesz język do tyłu dotykasz języczka, który jest zbiegającym się punktem potężnych energii. Ja czuję jakby to było kakao. Przez drugi i trzeci tydzień cały czas fizycznie czujesz jak wykonuje się praca na twoich narządach, po kolei na wszystkich. Kiedy przychodzi czas, w którym kończy się owe dwadzieścia jeden dni, odczuwasz jak wyjmują tę kroplówkę, jak odchodzi. Wtedy doznajesz uczucia jakby cię ktoś kopnął w tyłek. Wychodzisz z pomieszczenia, które było ciepłe i wypadasz w miejsce, w którym jest chłodno. Jest to stan nie do opisania. Pełna euforia. Inaczej widzisz świat, słowem wszystko jest piękniejsze. Ja teraz nie zerwę kwiatu, bo on tym chwali Boga, że jest. Ja mam do niego przyjść powąchać go, pogłaskać go, mówić mu: Jesteś piękny! Ty tak chwalisz Boga, a ja chwalę swoim życiem, że pomagam innym. Teraz jest to wspaniałe życie. Nie jem od ośmiu lat.
UZDRAWIANIE LUDZI – PRZEKAZYWANIE ENERGII.
Od dnia kiedy wybudowano Mekkę, Bóg nigdy tam nie zamieszkał. Ale odkąd stworzono serce, Bóg nigdy go nie opuścił. - mądrość Drewiszów.
Jestem niezmiernie wdzięczny Bogu, że obdarzył mnie takimi darami, którymi mogę podzielić się z potrzebującymi. Przychodząc lub dzwoniąc do mnie dowiadują się że oni też posiadają ten dar, ale nie wszyscy wierzą że to jest prawda. Często są to ludzie bardzo majętni... Dziwią się straszliwie jak to wszystko jest proste. Dziwią się jak modlę się do Boga, jak przykładam im ręce i kiedy organy w nich się przewracają. Czują to samo ciepło, które ja czułem podczas przemiany. Był raz u mnie kardiochirurg, który operuje na otwartym sercu, jest transplantologiem. Był chory, szukał pomocy. Powiedziałem mu: „Chłopie, czy ty sobie wyobrażasz jakiej ty doświadczasz mocy? Trzymasz ośrodek miłości w swoich rękach, czujesz jak on bije. Zdajesz sobie sprawę jaką ty masz moc?” - zapytałem. On mi na to: „Słuchaj, Janek, to jest moja praca jak tak tego nie czuję”. A ja mu na to: „Weź to inaczej. Wyobraź sobie, że to jest światło, miłość w tym sercu”. Jak on sobie zaczął to wyobrażać, odebrało mu mowę, kiedy zrozumiał jakim darem został obdarzony. Wtedy mi powiedział: „Janek, ilu pacjentów mi mówiło, że ja kląłem, psioczyłem podczas operacji, a przecież za nich pracowała maszyna”. Dusza widziała wszystko, bo ciało to tylko nasz ziemski pokrowiec, nic nie znaczy bez duszy. Jak on to zrozumiał, to wyszedł ode mnie jako zdrowy, lepszy człowiek. Śpię z telefonem, jestem gotowy pomagać ludziom o każdej godzinie dnia i nocy. Robiąc zabiegi czuję, że realnie pomagam. Ja mogę żyć zupełnie bez pieniędzy, choć miałem ich w życiu dużo. Bo dając komuś od niego dostaniesz. A nikt nie jest tak biedny, żeby ci nie miał co dać. Niech ci da dobre słowo, trzeba ci więcej? Nie trzeba.
Wypowiedź nowosądeckiego lekarza – specjalizacja: medycyna sądowa. (nazwisko do wiadomości redakcji)
Z punktu widzenia nauk medycznych nie przyjmowanie pokarmów przez osiem lat jest niemożliwe. Po 2 – 3 tygodniach bez płynów odżywczych dochodzi do śmierci pacjenta. Można ten proces przedłużyć przyjmując wartości kaloryczne pod postacią płynną.
Jednak zdarzają się przypadki wyjęte spod wszelkiej reguły, ale nic o nich nie wiemy. Jest to kwestia wiary i istnieją zakresy życia, które są niezbadane. Jeśli to prawda, Pan Jan jest ewenementem i nie wiadomo co z taką wiedzą zrobić.
Warto wiedzieć:
Kalambur posiada swój własny internetowy hot-spot. Jeśli więc posiadasz laptopa, palmtopa, lub inne urządzenie obsługujące standard Wi-Fi, możesz śmiało przetrząsać zasoby internetu w kawiarni.













Komentarze