JOHANOWE MIKOŁAJKI

No, i nadeszła kolejna zima. Siedzę w wynajętym pokoju, gdzie nadal brak ciepłej wody, pajęczyny kłębią się wszędzie, a prąd łapię z wibracji powietrza. Ale jakoś to wszystko działa i dziarsko sobie poczynam. Niedawno były Mikołajki, święto, które zamieniło się w czerwono-brokatowy obłęd, aż się chce rzewnie rzygać. Teraz chwila prawdy Moi Drodzy, św. Mikołaj współpracował z SB i donosił na tych najgrzeczniejszych.

I co, czujecie się teraz choć troszkę lepiej? Lubicie, gdy upadają autorytety? Jeśli tak, to grzeczne z was dzieci. Wracając do tego święta dobroci, miłości i rozdartych gówniarzy w hipermarketach. Obudziłem się z kacem i nie docierał do mnie żaden dźwięk. Mogiła z wódy. Łapię za najbliższą puszkę z piwem, pociągam sporego łyka i puszczam świątecznego pawia na pół pokoju, plując piwem z kiepami i słyszę :

-Ho ho ho, Wesołych świąt. Był to Johan, kumpel, który po pijaku wpakował się znowu do mnie, myśląc, że to jego mieszkanie. Poznaliśmy się dwa lata wcześniej na jakiejś tygodniowej popijawie, świetnie się z nim piło i miał mnóstwo fajnych koleżanek. Od razu go polubiłem. Ale z biegiem czasu okazał się być skrajnym idiotą, o obliczalności kobiety w ciąży. Bywa.

- To nie jest dobry czas Johan. Proszę, spierdalaj.

- W święta, nie ładnie tak traktować ludzi.

- Johan, na rany Chrystusa, nie widzisz, że nie jestem w formie!

- Jesteś dla siebie zbyt okrutny Edmund.

- Zrób coś dla mnie, wyjdź i wróć za rok, błagam.

- Świnia z ciebie.

- Wiem. Johan zatrzasnął drzwi z hukiem. Mój mózg przeszyła błyskawica Zeusa i mogłem się uważać za obudzonego. Nieszczęśliwego, ale żywego. Nie miałem akurat nic do roboty, tak jak lubię, wstałem, podrapałem się w obolały, nie chcę wiedzieć od czego, tyłek i pobiegłem do kuchni po piwo. Znalazłem jakimś cudem ocalony sześciopak i natychmiast wlałem w siebie jedno. Od razu lepiej. Otworzyłem drugie i poczłapałem do pokoju, zapaliłem papierosa i siadłem na zasyfionym łóżku. Mogło być gorzej. Chlup,chlup. Znowu wchodzi Johan. Uparta gnida.

- I co, już lepiej, pijaku?

- Nie jak cię widzę Johan. Wiesz o tym doskonale.

- Przestań pierdolić. Masz piwo?

- W kuchni. Poszedł do kuchni i wrócił z otwartą puszką. Stuknęliśmy się i tak siedzieliśmy w milczeniu delektując się trunkiem. - Mam dla ciebie prezent.

- O czym ty mówisz?!

- No, mam dla ciebie prezent na Mikołaja!

- Ja nic dla ciebie nie mam.

- Mało mnie to interesuje, Ed. Dał mi pakunek, zawinięty w szary papier i sznurek parciany. Wyglądało schludnie.

- Wiesz, trochę mi głupio, hm...- powiedziałem.

- Nic nie gadaj, tylko otwieraj. Zgasiłem papierosa w popielniczkę przypominającą pomarańczowego jeża, cuchnącego aresztem śledczym i rozerwałem papier. Zapakował to chyba w sześć arkuszy i jak skończyłem byłem już nieźle poirytowany. Trzymam w ręku prezent i nie wierzę.

- Dałeś mi lalkę?!

- To nie lalka, to krasnal.

- Ok. Dałeś mi szmacianego krasnala?

- No. Jak go tylko zobaczyłem pomyślałem o tobie. Nie podoba ci się?

- To nie o to chodzi. Po co mi szmaciany krasnal, jestem dorosłym facetem?

- A po to, żeby cię ochraniał, rozumiesz taki amulet.

- Johan, masz nie równo pod sufitem.

- Nie, no Ed, wystarczy, że postawisz go na piecu, o tu u góry i on cię będzie ochraniał, a ty nic nie musisz robić. Rozumiesz – idealny układ! IDEALNY!

- Johan, pojebało cię do reszty?

- Nie,do cholery! Czuję się wyśmienicie. Mówię ci ten krasnal działa bankowo! Skapitulowałem, wziąłem krasnala, położyłem go na piecu i poszedłem do kuchni po kolejne piwo. Johanowi powiedziałem, żeby poszedł do siebie. Wyjątkowo posłuchał. Kretyn. Zostałem sam ze smutnym krasnalem. Zrobiło się niesamowicie zimno i napaliłem w piecu. Krasnal mozolnie, niczym opóźniony w rozwoju, wpatrywał się w ścianę. Zagadałem:

- I co krasnal, browarka? Nic nie odpowiedział. Dobry krasnal. Otworzyłem sobie piwko i sączyłem leniwie. Nie czułem się jakoś specjalnie chroniony. Skończył się alkohol i była już głęboka noc. Poszedłem do knajpy na rogu, żeby się, dla odmiany, napić z ludźmi. Siedziałem tam dopóki wszyscy pijący w barze nie zbankrutowali. Wyszedłem już mocno podchmielony, z taką jedną, co czasami rzucamy się po ścianach. Ta kobieta to istny dzikus i nie raz piszczałem przy niej wysokim falsetem. Podchodzę pod moją zdezelowaną czynszówkę, pachnącą moczem i kapustą, a tam sto tysięcy świateł. Dyskoteka straży pożarnej, policji i pogotowia. Zaczepiam sanitariusza i pytam, o co chodzi. On mówi:

- Jakiś idiota zostawił szmacianą lalkę na piecu, zabawka była z Chin, to i z produktów chińskich, i jak się nagrzała to zjarała połowę kamienicy. Pech.

- Naprawdę – wybełkotałem

– Są jakieś ofiary?

- Nie. Ale był jeden koleś, który wybiegł cały osmolony i darł się na całą dzielnicę. Krzyczał coś w rodzaju : Ludzie!!! Ludzie!!! Bóg istnieje i jest szmacianym krasnalem! Cud! Cud! Kurwa, cuda! I zanosił się histerycznym śmiechem. Musiało mu się zdrowo powalić od tego dymu.

-Aha. Obawiam się, że dym nie ma z tym nic wspólnego- powiedziałem do siebie. - Słucham?- zapytał sanitariusz.

- Nic, nic. Na razie. Odwróciłem się na pięcie.

- Słuchaj - mówię do dziewczyny – kimnę się dzisiaj u ciebie.

- Ok. Kupimy piwko, nic się nie przejmuj.

- Nie no, jasne przecież są Mikołajki.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Rozkład jazdy

08.09.2010 - 21:30
Matej ze Środy

09.09.2010 - 21:00
Dj Ożóg "Igłą po Rowku"

10.09.2010 - 21:00
Dj Romek Rega live show!

11.09.2010 - 18:00
Piano Bar Maestro Olo Majos

11.09.2010 - 21:00
Dj Lola

Warto wiedzieć

Kalambur jest Kawiarnią Artystyczną, a żadna porządna Kawiarnia Artystyczna nie może objeść się bez pianina. Nasze pianino, to ciężki przypadek, potrafi wydawać dźwięki, których nie spodziewał byś się po tym instrumencie. Jeśli jednak jesteś doświadczonym pianistą, możesz, za zgodą obsługi, spróbować zmierzyć się z tą bestią.

Sonda

Moje ulubione miejsce spotkań to: